Kobiety

Woman at her toilette, Berthe MorisotLód roztapiające i kawę zaparzające, skałę kruszące, humor poprawiające, wiatr uciszszające, oscylacje nastroju stabilizujące – serdeczne życzenia Maćkowie umieszczają i Kobietom wszystkim dedykują!

Historia zna wiele przypadków dyskryminacji, poniżania Kobiet.Dzień Kobiet, czy to 8 marca obchodzony czy inszą datą obchodzen bywa. A przypominać ma o szacunku dla Kobiet oraz, że Kobiety są wspaniałe!

Pink RosesA tu paru cytatów zacnych:

Wszystkie kobiety są młode, ale niektóre są młodsze.  Marcel Achard

Nikt by nie uwierzył, jakie mnóstwo łez mieści się w kobiecych oczach. Simone de Bauvoir

Mężczyźni widzą przedmioty, kobiety ich wzajemne relacje. John Fowles

Kobieta zmienną jest, więc można po niej różniczkować. autor nieznany


Pirat w akademiku

PiratNo to pewnie zaraz zaczniecie myśleć “co te szalone Maćki znowy wymodziły?” No bo co na co dzień robią piraci w akademiku? (rabują sprzątaczki, żeglują w sedesie, abordażują zsyp na śmieci…)

Ekhm, no więc…  Sprawa była taka – przyjaciel z piętra, Konrad, zgłosił idęę, iż w dniu Walentynek chce obdarować swą dobrą znajomą. Ale jeden szkopuł był, ona – Ewelina –  mieszka na drugim końcu Polski! Więc zaczęliśmy myśleć i myśleć i (przerwa na ciastka) myśleć… I wymyśliliśmy!!

Postanowiliśmy trójgłośnie, że zrobimy laurkę na miarę XXI wieku – cyfrową. Więc przebraliśmy ochotnika nieprzymusowego za pirata. Ale ale – takiego wyczesanego pirata, udziwnionego, upstrzonego, a co gorsza – z makijażem! Pirat udał się nam bardzo zacnie. A to kolczyk w uchu, a to kamizelka, a to chusta na głowie, dwa pistolety, sygnety, wisiory… Szał! Z dalszych wydarzeń, to wzięłymy były camerrę i zaczęłymy kręcić. Libretto filmiku zamieszczam poniżej:

AKT I

- pirat odstawiwszy buteleczke wspomagacza (którego nota bene nie użyto przy kręceniu filmu)

- pirat zapuszcza gadkę powitalną i życzenną dla Eweliny

- pirat pokazuje zdobyczne perły, które zapewne powędrują do rzeczonej niewiasty

AKT II

- Konrad! zagrywa genialnie szałowy utwór Hansa Zimmera (sławny ziom), “He’s a Pirate”.

Oto więc dzieło nasze, owoc długotrwałych wysiłków:

Występują:

  • Konrad – wirtuoz nieodkryty gry na pianinie ręcznym
  • Ja (Maciekk) – Pirat
  • Kasia – łoperator camery (bo z angielska camera to aparat)

Stare ale Yare – 2 unlimited – No limit

Wiecie ile szukalem tej piosenki? Ze 2 lata. Całkowicie wyleciało mi z głowy jak ją nazwać albo chociaż z czym powiązać. Aż tu nagle samo się znalazło. Co to właściwie jest? Ano połączenie byłego kucharza z byłą sekretarką. Kilka lat działalności, trzy wielkie przeogromne hity z czego ten największy. Miłego słuchania.

Swoją drogą jedyną rzeczą jaką pamiętałem z tej piosenki to to że była jakaś pani i śpiewała “no no, lalka no no, lalka no no”. Nie mam pojęcia skąd mi się wzięła ta lalka… Ale to może być powodem dlaczego nigdy nie udało mi się tej piosenki znaleźć.

Zapisujesz się na pranie? Nie zapisuj się na 8:00

how-to-repair-a-washing-machine-1Siema

Każdy kto mieszka w akademiku musi uporać się z pewnym problemem. Czyste ubrania się kończą. Aby zażegnać kataklizmowi, możemy obrać jedną z trzech dróg.

Ucieczka

Chyba najbardziej popularny sposób radzenia sobie z brudnymi ciuchami. Otóż gdy wydaje nam się że nasze ubrania powoli przestają być pierwszej świeżości, Przypominamy sobie iż mamy coś takiego jak dom, gdzie przy odrobinie wysiłku możemy się znaleźć. Pakuje się wtedy wielki plecak ciuchami i jedzie. A i do tego jeszcze się za darmo człowiek naje.

Wyrolowałem pranie!

Najdroższa z możliwych akcji uzyskiwania czystych ubrań, polegająca na ich dokupieniu. Trzeba przyznać, że w przypadku skarpetek całkiem dobrze działa.

Strażak Sam

Można także wyprać się samemu. Nasz akademik oddaje studentom do dyspozycji 3 pralnie, gdzie po uprzednim zapisaniu się oraz zakupieniu żetona możemy spróbować swoich sił w pracach domowych. Ale tutaj jest pułapka. Ja na przykład od 3 dni nie umiem dać sobie rady ze wstaniem, bo jedyne wolne terminy to 8:00.

Wczoraj zapisałem się także na 20:00.. Przypomniałem sobie około 22…

Mimo wszystko ja preferuję pranie własnoręczne. Czuję się potem jak wygrany. Jak Asterix i Obelix wykonujący 12 prac zleconych przez Cezara.

Z pozdrowieniami Mucha :*

DoCelu

DoCeluDnia 4.

Zimnawo, wiatery wyjące i dziwne wyziewy – brrr, kraina DoCelu nie jest na pierwszy rzut oka przyjemna. He, rzec trza raczej – jest szokująca!! Wytężam ja umysła i mięśnie spinam, co by przed uciec przed Pluskwiakami, pędzącymi ogromniastemi stadami, jak fale oceanu  zagarniające plaże i niszczące wszystko na swej drodze!

Wszędzie jakieś dziwnodziwne Grzybiaki (gatunek Pleśniacus Obrzydlywicus), gapiące się na mnie co chwila, wielkimi wilgotnemi oczemi. One umiją Cię postrzelić kłójką, co sił odbiera i umysł zaciemnia, coby Cię zjeść – chyżo więc biec trza dalej.

Jak już ode tych siem odgonił, to tu nagle Ptaszaki na mnie pikują z nieba, dziobią, piszczą, poźreć chcą! Wystrzelałem więc cały zapas kamieni wybuchowych w nie, zraniłem byłem kilkoro z nich… i spyliłem. Hmm, to se nowe kamienie spreparuję, w końcu studia metachemi się przydadzą po cóś :)

Ojże w końcu ta kraina! Już dalej nawet nie wspomnę o innych dziwach srogich,  kwiatach powalających smrodem, polach ogremnych zielonych mchów trujących, rzek spienionych trujących gdzie ryb nie znajdziesz. Głazy wielkie, co tylko czychają co by się nagle toczyć zaczą i przechodnia rzadkiego rozplackować na naleśnika na ciepło… Ale odwagi nie brak, więc dalej idę, dziś wreszcie jakieś krzewy z jadalnemi owocemi znalazłem. Śłońca już zachodzą, noc się zbliża. He he, noc. Noc też jest tu inna niż gdziekolwiek jest. Tu w nocy dziwne świateła po niebie mkną, grzmoty straszne niebiosa rozdzierają (a burz nie ma)… A najgorsze że w oddali słychać wraz z wiatrem i grzmotami, srogie, straszne, głosy jakie, jakoby ludzkie… Czyż to owe legendą owiane… Wielczaki?

Brrr, byle do świtania dotrwać, oczy zmrużyć…

Powrót

Podróż niezwykławaDrodzy Nasi Czytelnicy!!

Jako Much wrócił już po nieobecności na blogu, tako i ja wracam, spóźniony jeno nieco.

Nie żeby się usprawiedliwiać, ale ku wyjaśnieniu. Niektórzy znający mnie znają, iż podróże w sercu mym są. I otóż absencja moja spowodowana była długostrasznietrwałą podróżą. Doprawdy, dech zapierająca ale i włosy stawiająca i krew mrożąca – wyprawa owa była! Ona niemalże ponad ludzkie siły okazała się, ledwie ku powrotowi sił mi stało. Ale pamięć o was, przyjaciołach naszych, sił mi przydała! A gdzieżem był i cóżem uźrzał? A o tym wiela do popowiadania wam mam. Będę umieszczał relacje me, na bieżąca je z dziennika przepisując…

Dzień I

Kręta. Kręta i śliska, cała prawie mrokiem przetykana. Droga, wiodąca mnie w nieznane, mogłaby wielu dzielnych woja przerazić. Ale tam, jak starzy bardowie mówią – “no risk no fun”. Hyżo więc popylałem ową ścieżyną tajemną ku DoCelowi – miejscu owianemu legendami i wiatrami wyjącymi. DoCelu nie było krainą odwiedzaną często, mało komu wizy wyrabiali. Zresztą opowieści o Potworniakach, Guardianach, Bossie, lawinach z niebios spadających, Wielczakach i innych – generują białą ze strachu cerę i włosy oraz zawilgotnienie spodni .

Po wielu dniach namawiających mnie do zawrócenia, dotarłem wreszcie do celu – DoCelu stanęło przede mną otworem!!!

Maciekk Podróżnik

To tu jest kontakt ??!!

kontaktDwa lata tu mieszamy. W 228. No normalnie dwa lata! A w akademiku prawie cztery! I co? No i dzisiaj podczas pichcenia obiadu zdarzyło się Maćkkowi sprzątać troszeczkę talerze. I mimowolnie odwiesił ręczniczek za klapkę kontaktu (taką klapkę plastikową co by woda ze zlewu nie pokapywała, bo woda + kontakt = bzzzz BUCH!). Tylko… skąd tam kontakt? Nie mieliśmy o nim pojęcia. Przez dwa lata przepinaliśmy czajnik z suszarką do włosów, mając dwa kontakty.. Fail.

I od razu chciałbym zdementować domysły iż bałagan owy kontakt zasłaniał. Zdjęcie pokazuje wzorowy (WZOROWY) porządek w aneksie kuchenno łazienkowo gankowym.

Pozdrowienia

Sobota rano

smieciSPROSTOWANIE – DZISIAJ JEST NIEDZIELA!

Dzisiaj o niespodziance która mnie spotkała po raz kolejny w sobotę rano o 14. Korzystając z okazji. MAGDA! Pogoń Maćka o podsumowanie konkursu :)

Zagadka. Jaki jest nieodłączny element tygodnia? – dni. W tym sobota rano. A co wiąże się z sobotą rano? Piątek wieczór.  A teraz co łączy piątek wieczór z Akademikiem? CHLANIE!! I piątek jest o tyle ciekawym dniem, że nawet jeżeli jest sesja i ktoś postanowił że przez weekend będzie się uczył i nawet ma całkiem poważny zamiar spełnić to postanowienie, ..no to przecież piątek wieczór to nie weekend i można sobie odpuścić :)

Nie ma w piciu nic złego.. Jedno czy dwa piwa pozwala się zrelaksować co poniektórym i z większym dystansem podejść do planów na weekend. Ale co jeszcze niesie za sobą to lekkie rozmiękczenie umysłu? Ano to że będąc “lekko oszołomionym” nie patrzy się na drobne szczegóły. Nie zapnie się rozporka, nie dokręci się słoika, nie zakręci kranu i inne tego typu problemy świata. ALE! wystarczy że jeden debil z tak rozmiękczonym umysłem włoży worek ze śmieciami do zsypu i nie pomyśli że ów worek tam się nie mieści. A potem następny który dopcha następnym workiem. Efekt? Całą sobotę w kuchni rośnie góra śmieci.  I teraz pomyślcie że jest jeszcze sobota wieczór.. i cała niedziela. Hodowla karaluchów :) . Także jeżeli drogi kolego lub koleżanko zamierzasz zamieszkać w akademiku, pomyśl. Co się dzieje gdy taki agent nie tyle idzie wyrzucić śmieci, co na przykład… yyy.. no kupę idzie zrobić :)

Pozdrowienia :)

Z pamiętnika mikrofali – Wychodzę z ukrycia

Wychodzę z ukrycia.. Tak właśnie zrobię.  W końcu mam wifi to mogę. A nie mogę już patrzeć co ci dwaj fizycy wyprawiają w moim pokoju (bo to mój pokój). Od dzisiaj mam zamiar składać codzienny raport. Z ramienia Pana kierownika. I nie chodzi wcale o Maćków. Ich to nawet lubię. Chodzi o tych wszystkich ludzi którzy tu przychodzą by na chwilę zapomnieć o szarej rzeczywistości w ich pokojach.. I wtedy zaczyna się masakra..

No na przykład dzisiaj. Siedzą sobie. Jedzą pizze. Normalne.. 5 osób w sumie 6. W tym jedna nieznająca jeszcze tupetu i głupoty reszty. I ta biedna istota, Kasią zwana została namówiona do spróbowania cynamonu w ilości “łyżka” – tak na sucho.. By się biedna wzięła podusiła. Mało tego! Gdy błagającym wzrokiem wymamrotała “wody” wzbijając tuman zlotopiaskowego kurzu z ust, nosa i innych otworów, podali jej najpierw colę, a na koniec dopiero wodę.. w szczelnie zakręconym termosie z tym takim plastikowym wduszaczkiem-nalewaczkiem. Jedyne co mogę na obronę tychże ludzi powiedzieć to to iż lojalnie uprzedzili o konsekwencjach oraz za pogody przygotowali miskę (lub miednicę, jak kto woli) na ewentualny “zwrot podatku”.

To na tyle dzisiaj, Ciekawe co jutro wymyślą.

Wracamy

shWitam po długiej nieobecności. Na początku brak internetu, potem święta, sylwester i 3 tygodnie lekką ręką zleciały. Mam jednak dobrą (chyba) wiadomość. Wracamy do blogowania. W najbliższym czasie pojawi się na pewno jakaś recenzja Avatara (albo i dwie, gdyż mamy z Maćkiem o tym filmie odrobinę zróżnicowane zdanie). Jak najszybciej planujemy też podsumować konkurs oraz wręczyć nagrody. Oprócz tego mamy kilka innych pomysłów, które mam nadzieję was zainteresują a o których na razie nie będę jeszcze mówił.

Pozdrawiam, Mucha :)